sobota, 22 listopada 2014

ROZDZIAŁ III

    Syn Hadesa miał dziwne sny.
Jakby przebłyski przyszłości, słyszał głos, głos nastoletniego chłopaka, który do niego krzyczał, by ten się schował. Nico nic z tego nie rozumiała. W tym śnie zobaczył też twarz, twarz Willa, który chyba płakał. Chłopak, który do nich krzyczał, zawołał po imieniu jakąś dziewczynę. Nico nie był pewny, ale chyba chodziło o Reynę. Nagle sceneria się zmieniła, Nico leżał u stóp, a raczej łap, wielkiej wilczycy. Obraz znów się zmienił, teraz Nico obserwował jak czarnoskóra dziewczyna, leci na wielki orle. Nico obudził się zlany zimnym potem.
    Leżał nadal w tym ciemnym pokoju, ale nie w swojej izbie. Przekręcił głowę w stronę drzwi, mosiężna gałka była dziwnie wykręcona. Chłopak rozmasował kości.
- Hej, Nico – Czarnowłosy podskoczył z wrażenia. Nie wyczuwał obecności człowieka. Z cienia wyłonił się Will. Skąd tu tyle mroku? – Nieźle nas przestraszyłeś.
- Ile tu leżę? – Zapytał czarnooki bez żadnego przywitania. Nie chciał oglądać tego gościa.
- Trzy dni, mamy dziś ósmego sierpnia. Przez cały ten czas trząsłeś się i pociłeś. Musiałem zmienić ci chyba trzy razy pidżamę – Powiedział Will siadając na skraju łóżka Nica. Czarnowłosy zbadał go uważnie wzrokiem. Coś tu nie pasowało. Jego oczy były bardziej zmęczone niż zwykle. Jego kości policzkowe, zapadnięte, jakby nie jad przez całe te cholerne trzy dni. Śmierdział śmiercią co było bardzo niepokojące. – Mam ci parę rzeczy, do wyjaśnienia. Po pierwsze gdy straciłeś przytomność po raz pierwszy byłeś otoczony czarną mgłą. Gdy jej dotykałem parzyła i wchłaniała mi się w skórę, osłabiało to mnie. Ledwo cię tu zaniosłem – Nico chciał mu przerwać, lecz ten uciszył go ręką. Will ciągnął dalej. – Gdy się już obudziłeś po raz pierwszy, wtedy gdy byłem tu z Clarisse – Córka Aresa, Nico musiał sobie porozmawiać o niej ze złotowłosym. Nie będzie to wcale miła rozmowa. – Omal nie stanęło ci serce! Po drugie wiesz, że gadasz przez sen? – Ostatnia wypowiedź chłopaka, zdziwiła Nica tak, że zapomniał języka w gębie. Will spojrzał Nicowi w oczy. Patrzyli tak na siebie przez jakieś cztery minuty. Nico musiał przetrawić te wszystkie informacje.
- Te wszystkie sny, co z nimi? – Zapytał syn Hadesa.
- Miałem nadzieję, że o to zapytasz – Will wygodnie się usadowił na łóżku Nica. – No to od początku. Gdy zaniosłem cię tutaj, poszedłem do naszej obozowej biblioteki i trochę poczytałem. Okazuje się, że to całe Piętno ma trzy fazy. Pierwsza cześć to: zmiana i brak przytomności plus w gratisie ta czarna mgła. Podczas tej części Dziecko Podziemia śni, o swoich marzeniach, przez rozmowy innych.
- Nie rozumiem – Powiedział zawstydzony Nico. Jeśli to były jego marzenia…
- Chodzi o to, że śnicie o tym czego pragniecie, gdy słyszycie czyjąś rozmowę na wpływa na sen. Myślicie wtedy, że na przykład dana obietnica jest kierowana do was, ale ona istnieje tylko w realnym świecie pomiędzy rozmówcami. Rozumiesz? – Zapytał Will.
- Mniej więcej – Odpowiedział Król Duchów.
- Druga część to szczątki przyszłości. Właśnie ja przeszedłeś, a trzecia… - Will się zatrzymał.
- Co trzecia – Nico lekko się uniósł nad swoją poduszką.
- Trzecia faza jest najgorsza – Will westchnął. – Zobaczysz swoje największe obawy, to co się obrzydza, to czego się najbardziej boisz. Możesz to przeżył lub… umrzeć – Will skończył ze wzrokiem wpatrzonym w mosiężną klamkę, jakby na coś czekał lub na kogoś.
- Jakie… jakie są szanse na to, że przeżyję – Zapytał cicho Nico.
- Pół, na pół – Rzucił Will
- Fajnie, mniej więcej za ile to się stanie? – Zapytał chłopak.
- Nie wiadomo, może zacząć się to za chwilę lub nawe…
    Will nie dokończył, Nico wszedł w trzecią i ostatnia fazę.
    Nico leżał na czarnej ziemi. Był ubrany w jeansy, czarne buty, czarną koszulkę i swoją kurtkę pilotkę. Wokół niego krążyły szare duchy. Jeden z nich wystąpił z szeregu. Był niższy od Nica o kilka cali. Miał na sobie czarny garnitur ze zwiędniętym kwiatem w kieszonce.
- Nadchodzi, ten, którego wszyscy nazwisko znać powinni – Gdy duch przemówił, Nico prawie nie upadł na kolana. Był to głos jego ojca, zimniejszy niż zwykle.
- Jego głos w ciemność was zaprowadzi – Tym razem Nico usłyszał ciepły kobiecy głos. Czy duchy mogą zmieniać osobowości wraz z głosem? Nieważne.
- Przepowiednię Królowej odmieni – I znowu to samo. Tym razem zjawa brzmiała jak młot uderzający w gorący spiż.
- Nie brzmiało to jak, przepowiednia – Wyszeptał Nico
- To są szczątki przepowiedni, która została zapisana wiele wieków temu – Nic usłyszał za sobą znienawidzony głos. Odwrócił się. Jego oczom ukazała się kobieta, wysoka kobieta. Odziana w czarną suknię do kolan i czarny szal przewieszony w talii. Jej nogi były bose, jakby przed chwilą wyszła z dyskoteki dla umarłych.
- Persefono, jak miło cię znów widzieć – Skłamał Nico. Królowa Podziemia obdarowała go sztucznym uśmiechem.
- Nie wysilaj się młodzieńcze, zgniłam w domu twego ojca tak, by wyczuć kłamstwo – Powiedziała kobieta. – Chcesz coś wiedzieć, nie mam zbyt wiele czasu.
- Tak, tylko jedno. Dlaczego ty?! – Zapytał Nico, wskazując na kobietę ręką.
- Twój ojciec mnie o to poprosił. Wiesz, że jestem twoją patronką? – Zapytała Persefona.
- Nie, nie wiem  - Rzucił Nico zdejmując kurtkę i odsłaniając swoje dobrze zbudowane ramiona. Było mu strasznie gorąco.
- Wiesz, zawsze wolałam zajmować się swoim ogrodem, ale się zgodziłam myślała, że będziesz… inny
- Co masz na myśli mówiąc inny? – Spytał chłopak mierzwiąc swoje włosy.
- Nie tak bardzo, podobny do swojego ojca – Nico chciał jej przerwać i powiedzieć, że to nie prawda. Persefona była szybsza – Nawet mi nie mów, że tak nie jest. Nie mam za wiele czasu. Słuchaj za jakieś siedem, osiem dni do waszego obozu, przybędzie kolejne dziecko, mojego męża – Gdy mówiła „kolejne dziecko, mojego męża”  wyglądała jakby chciała zwymiotować. – Więcej ci nie powiem choć chciałabym ci zepsuć „niespodziankę”, ale Fata by mnie zabiły – Powiedziawszy to rzuciła w stronę Nica, mała czarną kulkę. – Jedno życzenie, pamiętaj tylko jedno – Nico chciał się jej zapytać co to znaczy, ale Persefona zniknęła w smugach mgły.
- Jak zawsze, najpierw coś gada, nie kończy i ucieka. Nienawidzę tego babska – Nico kopnął czary kamyk. Chłopak rozejrzał się dookoła znajdował się w… sam nie wiedział gdzie się znajdował. Wziął jakiś kamyk i cisnął z całej siły nim nad siebie, szybko odsunął się od swojego dawnego położenia. Nagle słyszał głośne BUM i kamyk spadł na ziemię. Czyli znajdował się w jakimś dziwnym pomieszczeniu. Spojrzał za siebie, zobaczył tam wielkie czarne narcyzy, rabatki, hiacynty i czerwone róże. Kwiaty były ogromne, miały chyba z metr i pół. Nico nad nimi górował. Ziemia pod jego stopami była czarna i kleista. Chłopak przypomniał sobie o swojej kurtce, spojrzał w miejsce gdzie ją z siebie zrzucił. Kurtki nie było. Czuł się jak termit w terrarium. Tylko termity nie miały ziemi wciągającej ulubionych kurtek herosów! Syn Hadesa usłyszał odgłos pocałunku. Odwrócił się jego oczom ukazał się Will całujący się z jakąś dziewczyną.
- Wi… Will? – Gdy to powiedział para zniknęła. Jego oczom ukazał się pawilon jadalny w Obozie Herosów. Wszyscy obozowicze wraz z Chejronem wyśmiewali się z Nica wytykając go palcami.
- Patrzcie, nasz Nikuś się zakochał w chłopcyku – Clarisse popchnęła go na podłogę.
Obraz znów się zmienił, stał teraz przed tronem ojca, u jego boku siedziała Persefona z wielki szaleńczym uśmiechem na twarzy.
- Moja żona miała rację, już dawno powinienem dać cię na pożarcie Cerberowi. Cerberku! – Zawołał Hades
- Ojcze proszę, ja…ja się poprawię – Wyjąkał Nico. Chłopak poczuł się jakoś inaczej, on nie był świadkiem tego wydarzenia, był ofiarą w swoich własnych lękach. Gdy Cerber, wielki pies o trzech potężnych głowach podszedł do chłopaka, ten zaczął słyszeć głosy. Pierwszy głos należał do jego zmarłej siostry Biancki.
- Przez ciebie umarłam – Powiedział lodowaty głos córki Hadesa.
- Ja też nie żyję, przez ciebie – Tym razem Nico usłyszał głos zimny jak stal, głos należący do jego matki.
- Moje życie, jest przez ciebie żałosne – Tym razem Nico usłyszał ciężki głos Willa.
- N…nie… to nie prawda. To nie jest moja winna.
-Jak nie? Persefona mówiła nam co innego – Odpowiedziały głosy jednym i zgranym chórem. Persefona. Zawsze mieszała w jego życiu, wiedział to już od dawna, ale czy byłaby w stanie zrobić, aż tak coś podłego? Córka Demeter, planuje zamach na nastoletniego chłopaka, niezły scenariusz na książkę. Persefona podeszła do psa i pogłaskała go po głowie. Hades bez władnie leżał na swoim tronie. Gdy kobieta odeszła od psa, podeszła do chłopaka i pocałowała go w czoło.
- Miłych snów, na Łąkach. Cerber! – Krzyknęła. Pies podskoczył i ugryzł Nica, tam gdzie jest serce. Chłopak usłyszał głośne piiiiiii. Jego oczom ukazała się linia jego serca, taka jak na tych monitorkach w szpitalach, przy obrazku serduszka ciągnęła się jedna prosta linia.
- Masz ostatnie życzenie skarbie? – Zapytała Królowa Podziemia. Nico wyciągnął czarną kulkę z kieszeni. Nie rozumiał dlaczego Persefona m to dała. Może po to by go więcej gnębić? Możliwe.
- Mam, jedno. Chcę żyć – Powiedział stanowczo Nico
- Czemu? – Zapytała Persefona, drapiąc się po swojej prawej dłoni.
- Ponieważ zawsze chciałem żyć, mam po co żyć, dla kogo żyć – Nico nie wierzył własnym uszom. Dosyć często miał myśli samobójcze. Ojciec zawsze mu mówił, że to głupota i nie spodziewa się tego po jego synu. Kulka w ręce Nica wyparowała. Chłopak nie pamiętał co było dalej. Zamknął oczy. Chłopak poczuł swoje najgorsze lęki : STRACH. NIEZROZUMIENIE, BÓL, POCZUCIE WINY, LĘK PRZED JEGO MACOHĄ.
    Gdy je otworzył nad jego głową dostrzegł, Willa płaczącego oraz jedną dziewczynę od Apolla. Nico nie znał jej imienia.
- Kate, dzięki. Wracaj już do swoich obowiązków – Wydyszał Will. Dziewczyna nie odezwała się nawet słowem, kiwnęła głową i wyszła z pokoju. Will upadł w nogi łóżka. – Wiesz… wiesz o tym, że twoje serce nie pracowało przez dwadzieścia minut, a…a…potem znów zaczęło…pracować – Wychrypiał Will dusząc płacz. Nico mu nie współczuł , trzeba było nie zaczynać z Clarisse.
- Nie, nie wiem. Poza tym skąd miałbym to wiedzieć – Rzucił Nico, przysuwając nogi do brody.
-Jak… jak się czujesz? – Zapytał złotowłosy, powoli się uspokajał.
- Dobrze – Odpowiedział Nico, naprawdę się tak czuł. – Słuchaj nie będę udawał, że nic nie widziałem. Jesteś z Clarisse czy nie? – Zapytał Nico masując się po szyi.
-Co? – Will zaczął się śmiać.
- Co cię tak śmieszy? – Zapytał Nico.
- Ja i Clarisse? Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Jakoś się nam udało zaprzyjaźnić po pokonaniu Kronosa. – Odpowiedział Will przybliżając się do Nica. Chłopak miał jakieś deja vu.
- Czy to prawda z twoją zmianą wieku… przez jakiegoś chłopaka? – Zapytał Nico, z nadzieja w głosie.
- Tak, to prawda. Faza pierwsza. Wszystko jest prawdą – Mówił Will dalej się przybliżając.
- A o jakiego chłopaka chodzi? – Zapytał Nico, choć znał odpowiedź.
- O ciebie, głuptasie – Will pachniał lekami i drewnem do instrumentów. Nico wiedział co się teraz stanie, uprzedził los to on pierwszy pocałował Willa.
W tym rozkosznym czynie Nico wraz z Willem trwali dość długo. Ich języki się tykały, zęby przygryzały wargi lub końcówki języków. Will siedział na Nicu, każdą nogę miał po innej stronie chłopaka. Czarnooki miał już zdejmować koszulkę partnera, gdy ten się odsunął.
-Coś nie tak? – Zapytał Nico.
- Mam nadzieję, że to wszystko na serio – Powiedział Will, głaszcząc Nica po włosach.
- Oczywiście, że na serio – Powiedział Nico, pozbywając się góry ubrania.
- Na pewno, chcesz być ze mną? – Spytał niebieskooki, dotykając brzucha Nica.
- Jasne, że chcę – Powiedział Nico i zaczął zdejmować Willowi koszulkę. Najwyraźniej chłopak nie miał już wątpliwości.
Nico wiedział, że była to jedna z najcudowniejszych nocy w jego życiu. Spróbował wielu rzeczy, o których nawet nie myślał, że doświadczy. Gdy się obudził wszystkie mięśnie go bolały, ale był zadowolony, spędził swoją pierwszą noc z jego chłopakiem. Czuł się bosko!
- Dzień dobry, skarbie – Powiedział Will, który leżał koło niego. Pocałował Nica w czoło.
- Hej – Czarnooki obdarzył Willa czułym uśmiechem – Nieźle się wczoraj zabawiliśmy, nieprawdaż? – Zapytał Nico szturchając Willa w nagi brzuch.
- To prawda – Powiedział Will uśmiechając się. Jego uśmiech był jak słońce promienny i wiecznie świecący. Niebieskooki zaczął łaskotać Nica, a ten śmiał się w niebo głosy. – Jestem głodny, a ty? Mam ochotę na naleśniki – Powiedział złotowłosy kończąc zabawę z synem Hadesa.
- Ja też, tylko gdzie tu są naleśniki?
- Zaraz coś wykombinuję , poczekaj tu taj. Pamiętasz, co? Nie wolno ci wychodzić – Powiedział Will, ubrał się w swój wczorajszy strój i wybiegł z sali.
Gdy chłopak wyszedł, Nico zaczął się śmiać, śmiać jak nigdy dotąd. Nico wstał, ubrał się w swoje rzeczy, które o dziwo tutaj były. Przypomniał sobie o swojej pilotce na urodziny, która została w jego starej izbie. Będzie musiał po nią wrócić, tak samo jak po swoje dokumenty do Wielkiego Domu. Chłopak kierował się do łazienki, była ona mniejsza niż poprzednia, której używał, ale nie narzekał. Umył się i usiadł na łóżku rozmyślając o poprzedniej nocy. Chciał to kiedyś powtórzyć, bolało ale też dawało uczucie pożądania, rozkoszy, pewności siebie. Will dobrze się spisał, ciekawe jak on sobie poradził. Chłopak był zmęczony, ale i zadowolony. Drzwi pokoju się otworzyły, a do niego wpadł odświeżony Will z tacą pełną jedzenia.
- Przepraszam, że tak długo, musiałem się no… wiesz umyć i przebrać .
- Nie ma sprawy, siadaj, jestem głodny jak Lupa – Powiedział Nico i usiadł na łóżku. Oparł się o zagłówek. Syn Apolla postawił tacę na środku łóżka, a sam usiadł po drugiej stronie w noga i położył się na oparciu.
- Jestem wykończony – Powiedział Will, susząc swoje białe zęby. Miał na sobie krótkie jeansy, pomarańczową koszulkę Obozu Herosów z głębokimi wcięciami po bokach i czarne japonki.
- Nie gadaj tylko, jedz – Powiedział Nico, odwdzięczając się uśmiechem. Obaj nastolatkowie, zaczęli pożerać swoje śniadanie.
    Parę dni później Nico wyszedł już ze szpitala. Gdy wspinał się po schodach  trzymając Willa za rękę, myślał o całej tej sprawie z Persefoną i tą czapką. Spoczywającą na dnie torby, którą Will miał na ramieniu. Obaj byli ubrani jakby było czterdzieści stopni. Will miał na sobie obozową koszulkę, spodenki do windsurfingu oraz niebieskie japonki. Złotowłosy miał coś do japonek. Nico zaś miał czarne spodnie do kolan, czarną koszulkę oraz czarne trampki. Standard. Gdy już wyszli na słońce, światło uderzyło Nica w twarz. Od tak dawna nie był na świeżym powietrzu. Zaczęło mu się kręcić w głowie.
- Wszystko w porządku? – Zapytał Will. Jego twarz była piękniejsza na słońcu. Była jak kwiat słońce dawało jej siłę.
- W najlepszym, chodźmy już – Powiedział czarnooki ciągnąc Willa za sobą. Postanowili, że nie będą udawać co do ich orientacji. Obaj się tego nie wstydzili. No może prócz Nica on się denerwować, ale starał się tego nie okazywać. Gdy szli przez trawnik, obozowicze patrzyli się na ich dłonie, spętane ze sobą, ale się nie odzywali. Nastolatkowie nie zwracali na to uwagi. Will opowiadał Nicowi jakieś sprośne żary, a ten się śmiał. Gdy doszli do domku numer trzynaście. Will zaniósł torbę do środka i wrócił Nica. Złapał go za obie ręce i spojrzał w oczy.
- Muszę lecieć no wiesz, pacjenci – Mówiąc to Will, pocałował czarnookiego w czoło.
- Jasne, rozumiem. Mam masę rzeczy do zrobienia, widziałeś ten wystrój. Jest ohydny.
Will roześmiał się i przytulił się do Nica.
-Kocham cię, wiesz – Wyszeptał mu do ucha
-Wiem, ja ciebie też – Nico przygryzł jego ucho. – Leć, tylko wpadaj wieczorami.
- Oczywiście, że będę przychodził i pamiętaj nie możesz się…
- Przemęczać, tak wiem – Nico odsunął od siebie Willa. – Leć już, chyba nie chcesz by ktoś znów umarł.
- Jasne, do wieczora! -  Rzucił Will, biegnąc w stronę swojego domku.
    Następny tydzień minął Nicowi, bardzo szybko. W dzień zajmował się remontem w swoim domku, a wieczorami Will go odwiedzał. Grali wtedy w kary, oglądali coś w telewizji, dzieci Hermesa zrobiły z tego niezły biznes lub czytali sobie książki. Skończywszy rewolucje w trzynastce, czarnooki był z siebie zadowolony. Ściany były czarne, podłoga była z czarnych desek. Ściany zdobiły pochodnie z zielonym ogniem, który nic nie podpalał, tylko dawał światło. Zasłony w czerni. Domek był na tyle duży, by zmieścić tam trzy duże łóżka. Łoża wykonane z ciemnego dębu z czarną pościelą, trzy komody oraz figurka Hadesa przy drzwiach. Nicowi świetnie się tam żyło, a czas mijał nieubłaganie.
   Nico parę dni po skończeniu remontu, czekał w łóżku na Willa, który się spóźniał. W końcu złotowłosy  przyszedł, około jedenastej w nocy.
-Cześć, przepraszam, że tak późno – Powiedział Will, rozbierając się i wkładając na siebie swoja piżdżamę, którą ostatnio zostawiał u Nica. Wszedł do łóżka i pocałował chłopaka.
- Nie ma za co, zawsze jest warto na ciebie czekać – Nico przytulił się do Willa. – Nie chce mi się gadać, choć, idziemy spać.
- Ale najpierw, mały bonus – Niebieskooki zaczął całować Nica w szyję. Nico się nie sprzeciwiał, uwielbiał z jaką czułością Will, całował jego ciało. Po paru minutach pieszczot, oboje zasnęli.
    Rankiem Nico nie zastał Willa w łóżku, pewnie poszedł na badania tego rzymskiego herosa, który trafił do Obozu tydzień temu. Czarnowłosy  ubrał się i umył po skończeniu tych czynności, poszedł do pawilonu, na późne śniadanie. Zastał tam kilkoro z dzieci Afrodyty. Pokazywały go sobie pacami oraz chichotały gdy chłopak, spojrzał w ich stronę. Usiadł przy swoim stole, nie przejmując się śmiechem, który słyszał za swoimi plecami. Zaczął jeść ciepłą owsiankę z rodzynkami, była pyszna jak zawsze, choć dziś miała inny smak. Było w niej coś, czego Nico nigdy nie jadł, smak, którego nigdy nie wyczuwał w tej potrawie. Po powrocie do domku, chłopak sięgnął po książkę, usadowił się na swoim łóżku i pogrążył się w lekturze. Lubił czytać, ale chyba nie, aż tak jak dzieci Ateny, te to czytały na okrągło! Około godziny szesnastej, ktoś zapukał do drzwi. Nica to bardzo zdziwiło. Chłopak wstał. Zastanawiało go kto mógłby do niego przyjść o tej porze. Will był przecież w szpitalu. Czarnowłosy nacisnął srebrną klamkę.
     Jego oczom ukazał się chłopak, którego Nico nigdy, wcześniej nie widział. Miał na sobie czarne jak śmierć wojskowe buty , czarne jeansy z przywiązaną do boku spodni, chustą w czarno- czerwoną kratkę, skórzaną kurtką i czarną koszulką. Miał niebieskie oczy. Nie takie zwykłe niebieskie oczy, oczy koloru nieba podczas burzy. Jego ciemne włosy były lekko potargane. Można było poznać, że jest dobrze zbudowany, był wyższy od Nica. W jego lewym uchu widniał okrągły, czarny kolczyk. Miał może z siedemnaście lat.
- Cześć, jestem Nick, syn Hadesa.







~ Ten rozdział jest sponsorowany przez moje masło orzechowe. Bang badum bum, trochę się rozpisałem J Mam nadzieję, że się wam spodobało. Czekam na wasze rady, sugestie oraz oceny J Oczywiście przepraszam za wszystkie błędy~   

sobota, 15 listopada 2014

ROZDZIAŁ II

    Nico nie spał przez całą pierwszą noc w szpitalu.
Nie przez to, że śniły mu się koszmary. Myślał o tym co stało się wczoraj wieczorem. Pamiętał jak w pewnym momencie odsunął od siebie Willa, który się trochę zapędził w tym całym pocałunku. Nico powiedział mu, że był to impuls, coś w nim pękło, i żeby chłopak nie brał tego na poważnie. Po tych słowach, Will ubrał t- shirt  i wyszedł w pośpiechu. Parę minut po tym zdarzeniu Nico zapad w głęboka zadumę. Rozmyślał o tym co się stało. To było nie do pojęcia, po dziennej znajomości Nico nie protestował gdy Will się do niego przyssał. Chłopak powiedział też wiele słów, których sam nie pojął. Zachował się jak ostatni kretyn i zrobił jeszcze nadzieję Willowi. Prawie wygadał się z nadchodzącym strasznym, okropnym i niebezpiecznym dniem. Jego urodzinami. Nie chciał by ktoś się dowiedział. Przez resztę nocy Nico modlił się do ojca, nie wiedział czemu ale spodobała mu się ta czynność, czuł że go ktoś słucha. Przypomniała mu się rozmowa z tatą o jego dzieciach. Znał on tylko dwoje dzieci ojca, jego rodzoną siostrę Biancę i Hazel. Czarnooki dowiedział się też od Hadesa, że żyje jeszcze jedno jego dziecko. Nico nie znał płci, wieku ani nawet imienia. Pan Podziemia powiedział, że ów dziecko pojawi się w Obozie i zmieni przepowiednię pewnej heroski. Stanie się ikoną dzieci Hadesa. Super. Pewnie jeszcze jedna siostra, Nico chciał mieć brata, bardzo chciał. Jak to się mówi rodziny się nie wybiera. O tych całych sprawach znajdujących się w głowie Nica, chłopak chciał rozmyślać przez całą noc lecz sen był silniejszy. Nico zasnął w nogach swojego łóżka.
    Gdy się obudził o mało co by nie zszedł na zawał.
- Will co ty… tu robisz? – Zapytał czarnowłosy.
- Przyszedłem podać ci leki i śniadanie, jestem twoim lekarzem prowadzącym – Odpowiedział Solace obojętnym tonem. Jego oczy były podkrążone jakby płakał przez całą noc. W prawej ręce trzymał miskę z owsianką z rodzynkami, taką jaką Nico uwielbiał. W lewej trzymał kartę pacjenta. Nico położył się na dobrej stronie łóżka i zaczął przełykać owsiankę. Była ciepła z jego ukochanej firmy. – Chciałbym ci powiedzieć, że przez najbliższy tydzień niestety będziesz musiał pozostać w szpitalu, nie wychodząc z tego pomieszczenia, chyba że do łazienki.
- Słucham?! – Krzyknął Nico upuszczając łyżkę z owsianką prosto w jej źródło
- Nie krzycz to jest szpital !- Fuknął Will.
- Teraz to nie krzycz – Dopiero po wypowiedzeniu tych słów zaczął ich żałować. Nie chciał sprawić Willowi kolejnej przykrości. – Przepraszam, nie chciałem.
- Daj spokój, mnie też wczoraj trochę poniosło. Przepraszam. Może zaczniemy od początku? Hej jestem Will Solace, a ty? – Złotowłosy wyciągnął prawą rękę do Nica z uśmiechem na twarzy.
- Nico di Angelo – Syn Hadesa uścisnął dłoń chłopaka. – Miło mi cię poznać.
- Mi ciebie też, Nico. Wracając do twojego stanu zdrowia, leżysz tutaj do jedenastego sierpnia, a dwudziestego zaczynamy nasze lekcje – Powiedział Will z uśmiechem pod nosem. Nico nie mógł go zrozumieć, on cały czas się śmiał.
- Tak jest, panie profesorze – Powiedział Nico z uśmiechem na twarzy.
Will zgiął się w pół i zaczął udawać starca chodzącego o lasce.
- Nie żartuj sobie, młodzieńcze. Bo zadam ci tony pracy domowej – Mówił Will słabym głosem. – No już, do tablicy, wyjaśnij mi pojęcie poezji – Will zaczął się śmiać.
Nico pomyślał, że śmiech Willa jest uroczy. Nie, to był tylko jego przyjaciel, i zaczął się śmiać razem z nim. Śmiali się tak chyba z pięć minut, żaden z nich nie wiedział, tak naprawdę z czego.
- Dobra, Nico ja muszę lecieć, pacjenci czekają. – Powiedział Will, wystawiając rękę do piątki. Nico przybił.
- Będę na ciebie czekał, profesorze – Nico uśmiechnął się do Willa, który już wyszedł.
Heros, nie wiedział skąd u niego tyle pozytywnej energii. Spodobało mu się to. Od tak dawna się nie śmiał. Cały dzień minął Nicowi bardzo szybko. O godzinie dwudziestej trzeciej gdy cały szpital już spał, chłopak poszedł wziąć prysznic. Gdy Nico po kąpieli, wyszedł z łazienki usłyszał cichy szloch na korytarzu. Z mokrymi włosami,  wyszedł z izby, pamiętał o zakazie Will, ale ciekawość go zżerała. Gdy znalazł się w mroku korytarza, zobaczył zarys albo dość masywnej dziewczyny, albo mężczyzny. Gdy podszedł bliżej jego oczom ukazała się Clarisse La Rue.
- Clarisse? – Zapytał chłopak.
- Spa…daj, śmieciu – Wydukała Clarisse.
Nico usiadł koło dziewczyny i podał jej kawałek czekolady. Nico zawsze nosił przy sobie czekoladę, włożył ją nawet do kieszeni swojej szpitalnej pidżamy. Clarisse bez zastanowienia, ułamała kawałek i włożyła go do ust.
- Dzięki, trzeba mi tego było – Powiedziała próbując się uśmiechnąć. Nie bardzo jej to wyszło.
- Mogę wiedzieć co się stało? – Zapytał Nico, był trochę zdziwiony nigdy za nią nie przepadał, a ona za nim.
- Nie… nie czujesz tego? Jesteś w końcu dzieckiem Hadesa – Rzuciła dziewczyna ocierając łzy.
- To był twój chłopak? Jeśli ci to pomoże, trafił do Elizjum – Powiedział Nico z zamkniętymi oczami.
-Może go kiedyś tam spotkam… jak przestanę być tak… - Nie dokończyła, rozpłakała się na dobre.
- Chodź porozmawiamy- Kolejna pesząca go sytuacja w tym dniu. Pomógł Clarisse wstać i zaprowadził ją do swojej izby. Posadził ją na fotelu , a sam wszedł do łóżka.
- Co lubisz robić w wolnym czasie? – Zapytał Nico, nie myślał nad tymi słowami. Choć w stanie Clarisse w jej uszach, musiało  zabrzmieć to idiotycznie.
- Lubię walczyć, trenować,  po prostu wysiłek fizyczny – Odpowiedziała dziewczyna trochę zdziwiona tym pytaniem. – A ty?
- Ja? Lubię myśleć w samotności, wiem dziwne. To mnie odpręża – Oznajmił czarnooki.
- Jaka jest twoja ulubiona potrawa? – Zapytała córka Aresa.
- Owsianka z rodzynkami. A twoja? – Zapytał lekko zdziwiony Nico, że dziewczyna chce z nim rozmawiać.
- Ryba, najlepiej pstrąg, z frytkami.
    Na takich właśnie dziwnych pytaniach, opierała się druga noc Nica w szpitalu. Około szóstej rano, gdy szpital się budził Clarisse opuściła izbę chłopaka z całkiem niezłymi relacjami. Po jej wyjściu Nico zasnął jak kamień. Obudził się dokładnie o piętnastej trzydzieści sześć. Wstał z łóżka, umył zęby, uczesał się i ledwo co wszedł do łóżka, do jego pokoju wpadł Will, bez pukania, pozwolenia by mógł wejść. Kolejna rzecz, która Nicowi podobała się w chłopaku.
- Mam wieści – Wydyszał Will. - Percy i Annabeth wyjechali do jego mamy. Jason i Piper do Nowego Rzymu – Powiedział niebieskooki z uśmiechem na twarzy. Nico nie rozumiał dlaczego to wszystko cieszy Willa. – A co jest w tym wszystkim najlepsze to, to że mam dziś dzień wolny od pracy i zajęć i zgadnij z kim, zamierzam do spędzić ? – Rzucił Will, ściągając swój fartuch i rzucając go na fotel.
- To świetnie! – Ucieszył się Nico. – Który dzisiaj mamy?
- Piąty sierpnia, a co? – Zapytał z nutą ciekawości Will.
- Miałem tego nikomu nie mówić – Nico wypowiedział te słowa o pół tonu ciszej.
- Ja nie jestem nikt, tylko Will. Możesz mi zaufać – Will wyszczerzył swoje białe jak perły zęby.
- Dziś są moje… piętnaste urodziny – Powiedział Nico wychodząc z łóżka. – Mógłbyś chwilę zaczekać?- Nico wziął swoje ubrania z szafy i poszedł do łazienki się przebrać. Gdy wyszedł, miał na sobie czarny dres, czarne skarpetki i czarną koszulkę.
- Nico to świetnie. Będą to twoje najlepsze urodziny, jakie… - Will wpatrywał się w Nica jak sroka w gnat. – Nico przeglądałeś się ostatnio w lustrze?
    Nico podbiegł do lustra i omal się nie przewrócił z wrażenia. Był wyższy o jakieś dziesięć centymetrów. Miał teraz około metra osiemdziesięciu, był trochę niższy niż Will. Chłopak podwinął lekko koszulkę do góry, tam gdzie powinien być się jego mizerny brzuch znajdował się tam całkiem niezły sześciopak. Syn Hadesa spojrzał na swoją twarz, jego rysy się zmieniły były bardziej wyraziste, męskie. Jego włosy były modnie przystrzyżone.
- Czytałem o tym, to jest  Piętno Hadesa. Gdy jego dzieci kończą piętnaście lat stają się inne, doskonalsze – Nico powiedział to z obrzydzeniem. Po tych słowach przez pokój przepłynęła fala mroku i na łóżku Nica pojawiło się spore czarne pudełko. Chłopak podszedł do niego,  wziął karteczkę, która na nim leżała i zaczął czytać

Wszystkiego najlepszego, synu z okazji twoich piętnastych urodzin.
Mam nadzieję, że prezenty Ci się spodobały
                                                                                                                 Życzą Hades i Persefona
P. S. Twoje prośby się niedługo spełnią.
Nie uciekaj przed miłością, wiesz że się nie da.

Nico otworzył pudełko. Znajdowała się w nim dziwna czarna czapka pilotka. Nico na razie nie chciał jej zakładać, jeśli była od Persefony chciał ją zbadać w samotności. Czarnowłosy odwrócił się.
- Co się tak na mnie gapisz? – Zapytał Nico spoglądając na Willa spod łba.
- Wyglądasz świetnie – Oznajmił Will nie spuszczając z Nica wzroku – To znaczy…eee…inaczej – Poprawił się Will z rumieńcami na twarzy.
Może to było głupie, co teraz zrobił Nico.
- Pamiętasz kiedy mi powiedziałeś, że masz szesnaście lat, a nie dwadzieścia?
- Wiesz o tym, że nie potrafiłem strzelać z łuku – Will westchnął i usiadł na łóżku Nica. Czarnooki zrobił to samo – Ten dar objawił mi się jakieś parę dni po tym jak Leo, Jason, Annabeth, Piper i trener Hedge wyruszyli do Rzymu po Percy’ ego i resztę herosów  z Wielkiej Przepowiedni. Przyzwyczaiłem się już do tego, że nie potrafiłem się posługiwać główną bronią ojca. Pewnego dnia chciałem go o coś poprosić, lecz nie odpowiadał na moje wezwania. Wiedziałem, że był z Artemidą na wyspie, tam gdzie się urodzili. Byłem trochę zawiedziony, że nie odpowiadał. W nocy tego samego dnia przyśnił mi się. Poprosiłem go – Will nagle urwał. – Poprosiłem go o to by zmienił mój wiek, ponieważ podoba mi się…jeden chłopak – Syn Apolla spojrzał głęboko w czarne oczy Nica – Ojciec zrozumiał. Powiedział, że nie chce żebym skończył tak jak on i Hiacynt. Powiedział, że za takie życzenie muszę mu coś oddać. Oddałem mu dar strzelania – Skończywszy Will, opuścił głowę.
- Oddałeś dar na, który wyczekiwałeś czternaście lat, by móc być ze mną? – Nico nie wierzył własnym uszom
- No, na to wychodzi – Will uśmiechnął się lekko
Nico rzucił się chłopakowi na szyję, wtulił się w niego najbardziej jak mógł. Był oszołomiony tą wiadomością. Will objął Nica całym ciałem.
-Will gdy ci mówiłem, że no… wiesz kiedy, że to był impuls, wcale nie. Może to głupio zabrzmi w moich ustał, ale wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?
- No jasne, że tak -  Odpowiedział Will jakby byłoby to oczywiste.
- To masz już odpowiedź na moje zachowanie, bałem się twojego odrzucenia.
- Jak mógłbym cię odrzucić – Will pocałował Nica w głowę
- Nie chcę zaczynać niczego od początku, chcę po prostu zacząć, normalnie się spotykać – Mówił Nico nadal w objęciach Willa.
- Ja też  Nico, dziś będą twoje najlepsze urodziny – Will wstał susząc swoje perłowe zęby. – Którą mamy godzinę? Na lirę Apollina jest już siedemnasta, ale ten czas szybko leci – Will odwrócił się plecami do Nica i włączył telewizor – To co mały maraton filmowy, na sprzęcie od dzieci Hermesa? – Zapytał Will zdejmując koszulkę i spodnie pozostając w samych majtkach i wskakując na łóżko Nica. Jego klatka piersiowa i wspaniale wyrzeźbiony brzuch, hipnotyzował czarnookiego.
- Jasne pod warunkiem, ze dziś ze mną śpisz – Powiedział Nico powtarzając czynności złotowłosego.
- No jasne, że tak – Powiedział Will łapiąc Nica za rękę – Wyglądasz świetnie z tym sześciopaczkiem – Dodał Will masując lewa ręką brzuch Nica.
- Dzięki, ty też – Nico powiedziawszy te słowa położył głowę na ramieniu Willa. – Nie lubię gdy ktoś mnie dotyka, ale to nie tyczy się ciebie.
- Ooo uroczy jesteś, wiesz? To co oglądamy? – Zapytał Will.
- Horrory – Odpowiedział Nico z uśmiechem na twarzy.
    Nico czuł się świetnie, zresztą jak zawsze w towarzystwie Willa. Był zadowolony, że spędza z nim tak czas. Co z tego, że znali się dopiero trzy dni. Nica to nie obchodziło, wiedział czego chce, a Will, Will był cudowny. Gdy nastolatkowie byli w połowie trzeciego filmu, złotowłosy nagle wyłączył telewizor.
- Co się stało, nie chcesz już oglądać? Zaraz będzie najśmieszniejsze, tej babce odetną głowę piłą łańcuchową – Powiedział Nico z wielki uśmiechem na twarzy.
- Choć się przytul – Poprosił Will. Nico wtulił się w goły tors chłopaka. Will pachniał lekami i drewnem, z którego robi się instrumenty muzyczne. Nico uwielbiał tę kombinację zapachów. – Idziemy spać? Mi się strasznie chce – Oznajmił Will ziewając.
- Szczerze? Mi też – Will położył pilota na stoliku nocny. Nico razem z Willem po kilku minutach czułych szeptów zapadli w głęboki sen.
    Gdy Nico się obudził, nie znajdował się w swoim łóżku.
Leżał w całkowicie innym pokoju. Usłyszał szloch. Odwrócił głowę w tamtym kierunku, i zobaczył Clarisse trzymającą się z Willem za rękę. Dziewczyna płakała. Herosi chyba go nie zauważyli. Gdy Nico spróbował wstać, Clarisse podbiegła do niego i walnęła go lekko w głowę.
-Nigdy więcej tak nie rób! Rozumiesz? – Córka Aresa go przytuliła. Nico nie wiedział, o co jej chodzi. Znali się tylko, jedną noc.
- Spokojnie skarbie, Nicowi nic nie jest – Will stanął przy jego łóżku. – Skutki uboczne Piętna Hadesa. Straciłeś przytomność po tym jak na ciebie zadziałało. Nieźle nas wystraszyłeś – Powiedział to Will uśmiechając się do niego, i łapiąc dziewczynę za rękę. Nawet  nie zareagowała jakby, robili to codziennie.
    Nicowi coś tu nie pasowało. Mówi do niej skarbie, trzymał ją za rękę. Nico chciał się ich spytać czy są razem i co, znaczył pocałunek Willa oraz ich wspólny maraton horrorów? Czy te zdarzenia w ogóle miały miejsce?  Niestety, nie miał jak się zapytać, ponieważ znów stracił przytomność


.

~Na początku przepraszam za błędy ortograficzne i  stylistyczne i każde inne. Jak jesteśmy przy temacie błędów, szukam osoby do ich korekty. Zainteresowani niech piszą na solangelo.blog@wp.pl J Dziękuję Wam również za, miłe słowa pod pierwszym rozdziałem, dzięki jesteście świetni J ~

wtorek, 11 listopada 2014

ROZDZIAŁ I

    Gdy Nico zmierzał przez trawnik do Willa Solace’a czuł się świetnie. Właśnie wyznał jego dawnej miłości, Percy’emu, że kiedyś coś do niego czuł. Nie musiał już walczyć ze swoim uczuciem zazdrości gdy patrzył na Annabeth i syna Posejdona. Poza tym powiedział wspaniałemu Jacksonowi, że nie jest w jego typie. Nico był z siebie dumny. Z jego myśli wyrwał go Will. Słodki, uroczy, złotowłosy Will… nie Nico nie mógł sobie na to pozwolić poza tym on miał dziewiętnaście lat, a on, tylko czternaście.
- Mój oddział zaprasza, di Angelo – Powiedział Will z durnowatym uśmieszkiem na twarzy.
- Jeśli muszę… ale mam parę warunków. Chcę czarną pościel, izbę tylko dla siebie i nie śmiej się do mnie - Odpowiedział ciemnowłosy.
- Uroczy jesteś, wiesz? – Solace odwrócił się i wszedł do domku Apolla. – Czekam na ciebie o szesnastej przy moim domku – rzucił przez ramię.
    Nico odwrócił się i ruszył do domku numer trzynaście. Will zaczynał go denerwować, ale w tym dobrym sensie. Gdy Nico otworzył drzwi swojej małej posiadłości jego oczy uderzyła fala mroku.
- Za dużo słońca, di Angelo – mruknął do siebie chłopak.
    Usiadł na łóżku. Zaczął myśleć o całej tej sprawie z Gają. Cieszył się, że ma miejsce na świecie gdzie może zawsze przybyć i być miłe powitanym. Choć jedna rzecz nie dawała mu spokoju. Przypomniał sobie jego rozmowę z ojcem. Jak mówił mu, że chciałby mieć kogoś przy sobie. Oczywiście miał Hazel, ale ona mieszkała w Nowym Rzymie razem z Frankiem i resztą jej przyjaciół. Cieszył się z jej szczęścia. Może jego myśli były samolubne, ale chciał żeby była tu z nim lecz bez Franka. Lubił tego faceta, ale Hazel była JEGO siostrą. Czarnooki pomyślał, że jest egoistą,  ale cóż… Przypomniała mu się też twarz Percy’ ego gdy parę minut temu wyznał mu swoje dawne uczucia. Zaczął się śmiać.
- Przepraszam tato, nie powinienem – Rzucił chłopak do stojącej w kącie figurki jego ojca ledwo tłumiąc chichot.
    Syn Hadesa rozmyślał tak przez dwie godziny. Gdy spojrzał na zegarek wskazówki wskazywały na trzecią po południu i parę minut po. Obiad. Zapomniał, że miał się spotkać z Chejronem przy stole dyrektora w sprawie jego pozostania w Obozie przez cały rok oraz podanie o to by być grupowym w swoim domku. Nie trudno było mu wierzyć, że nim nie zostanie mieszkał sam… Nico zerwał się z łóżka i popędził do pawilonu jadalnego. Chejron nie lubił spóźnialskich,  Nico sam ich nie znosił, ale chyba nic się nie stanie jak raz się spóźni. Gdy dobiegł to umówionego miejsca zobaczył, że centaura jeszcze nie ma. Nico nie wiedział czemu, ale nie chciał zawieść centaura.
    Uff. Parę sekund później centaur do niego przykłusował.
- Przepraszam cię Nico zapomniałem zabrać ze sobą twoich dokumentów i musiałem się wrócić – Chejron uścisnął dłoń chłopca. Pod pachą trzymał niebieski segregator. Jego prawie mokra koszulka z napisem KUCYK NUMER 1 wskazywała na to, że miał przed chwilą trening z łucznictwa.
- Nic się nie stało, Chejronie – Odpowiedział czarnooki.
- No więc tak. Jak pewnie się już domyślasz zostałeś grupowym swojego domku. Lista twoich obowiązków znajduje się na już na twoim łóżku, poprosiłem Clarisse by ją tam zaniosła. Chyba się nie obrazisz? – Nico pokręcił głową. – Co do twojego całorocznego pobytu w Obozie Herosów oczywiście, że możesz zostać lecz twój ojciec ma jeden warunek.
- Mój ojciec ?! – Zdziwił się chłopak. – Roz.. rozmawiałeś z nim ?
- Nie, nie rozmawiałem. Zostawił mi wiadomość. Uważa, że powinieneś chodzić do szkoły jak normalna młodzież w twoim wieku – Szare oczy Chejrona świdrowały. Nico miał wrażenie, że centaur czyta w jego myślach. Ten wzrok zawsze go krępował. Miał wrażenie, że mężczyzna zaraz go wyśmieje i rozpowie wszystkim jego dawne uczucia. Uczucia, których Nico się kiedyś wstydził…
- Chejronie, zgodzę się na naukę tylko nie w normalnych szkołach. Nie wiem, nauczanie indywidualne cokolwiek tylko nie publiczne szkoły, błagam cię! – Prosił rozpaczliwie chłopak co nie było do niego podobne. Zawsze to jego proszono.
- Chętnie Nico, ale nie ma kto…
- Ja mogę uczyć pana di Angelo, Chejronie – Nico usłyszał za sobą znajomy głos.
Tylko nie to błagam cię ojcze nie jesteś, aż tak okrutny. Will podszedł do rozmówców. Miał na sobie czarne japonki, jeansy oraz szarą koszulkę z napisem CHCESZ LODA? KUP SOBIE.
- Jesteś pewien Will – Powiedział centaur niespokojnym tonem. - Masz pacjentów i inne obowiązki jako grupowy i medyk naczelny – Powiedział Chejron już mniej nerwowo. Najwidoczniej lubił syna Apollina.
- Chejronie dam radę poza tym zdałem studia z medycyny w jeden rok i to z wyróżnieniem, zapomniałeś? – Odpowiedział Will z słyszalnym zadowoleniem.
Nico zapomniał, język w gębie. Jak Will mógł coś takiego zrobić. Najwidoczniej mógł.
- Dobrze chłopcy uzgodnijcie między sobą plan zajęć. Ja… muszę wracać do moi obowiązków. Do zobaczenia – Powiedział centaur i ruszył w kierunku Wielkiego Domu. Nico uświadomił sobie, że centaur nie dał mu jego podania. Będzie musiał po nie pójść.
- To co Nico zjemy razem obiad? Nie będziesz siedział sam – Zaproponował złotowłosy łapiąc Nica za przegub i ciągnąć w stronę stołu Hadesa. Wiedział, że nie można mieszać dzieci różnych bogów przy jednym stole. Will to chyba nie obchodziło.
    Chłopak nie był na niego zły. Wręcz przeciwnie cieszyło go, że może mieć przyjaciela chcącego mu pomóc. To było bardzo miłe. Nie był też zły na Willa za to, że zjadł z nim obiad. Ten chłopak naprawdę go intrygował, ciekawił, podniecał… Gdy nadeszła szesnasta gorącego sierpniowego dnia  Will oraz Nico odeszli razem od stołu i zmierzali do domku dzieci boga medycyny, śmiejąc się i opowiadając głupie żarty. Nico nigdy nie czuł się tak wspaniale poza tym był zadowolony, bo dawno się nie śmiał. Will zaprowadził go do dość sporego podziemnego szpitala. Ściany szpitala był wyłożone  białym marmurem, a podłoga zaś czarnym. Eleganckie połączenie godne dzieci Apolla. Will prowadził Nica przez korytarze. Czasami się zatrzymywali by Will mógł podpisać kartę pacjentów.
- Uwierz mi urwanie głowy. Jako główny medyk mam masę roboty – Poskarżył się Will
- Widzę, ale nieźle sobie chyba radzisz – Odpowiedział Nico patrząc na pacjentów przez okna w ich izbach. Byli tam rzymscy i greccy herosi, driady, satyrzy oraz paru innych sprzymierzeńców, których Nico za nic nie poznawał.
- Chodź Nico zaprowadzę cię to twojej izby. Chcę no… z tobą… porozmawiać – Powiedział niepewnie niebieskooki odwracając się do niego. Na jego twarzy malowało się zawstydzenie.
- Jasne nie ma sprawy – Rzucił Nico patrząc się Willowi prosto w oczy.
Solace odwrócił się ruszył szybkim krokiem przez korytarz. Był on przestronny, ale nikt prócz ich nikt tam nie przechodził. Will zatrzymał się przy izbie numer dwieście szóstej. Nacisną klamkę i wszedł do środka, a Nico za nim. Ściany były całe w czarnej tapecie, meble składały się z ciemnego drewna, łazienka była szara z czarną armaturą, jego warunek czarna pościel też była na miejscu. Miał też własny telewizor. Brakowało mu tylko figurki jego ojca z domku Hadesa. Zaraz.
- Will tu jest super i w ogóle, ale ja się nie spakowałem – Powiedział heros umarłych oglądając izbę szerokimi oczami.
- Pozwoliłem sobie wejść do twojego domku i cię spakować, masz też w torbie tę listę grupowego – Will wskazał na torbę ze skóry, która leżała w kącie. Kolejna rzecz na, którą się Nico nie zezłościł.
- Chciałeś porozmawiać ? – Zapytał Nico
- Tak, ale najpierw się przebierz – I podał mu pidżamę dla pacjentów. Czarną w szare paski. Nico wszedł do łazienki. Rzeczy, które miał na sobie włożył do szafy a miecz postawił przy łóżku. Do, którego sam wszedł. Will ruszył do niego i usiadł na materacu bez pytania. Kolejna rzecz, która mu się podobała w Willu. – Jak już ci mówiłem chciałem porozmawiać.
- Tak w sprawie mojego pobytu? – Zapytał Nico.
- Nie, jutro się wszystkiego dowiesz – Powiedział urażonym tonem złotowłosy. – Chciałem ci powiedzieć, że – Mówił Will przysuwając się do Nica. – Że bardzo mi się podobasz już od pewnego czasu. Poza tym nigdy nie chciałeś rozmawiać – To ostatnie zdanie powiedział z żalem w głosie. – Myślę, że ty też odzwierciedlasz moje uczucia – Mówiąc to złapał Nica za udo. – Kocham cię Nico – Pocałował chłopaka w szyję.  Gdyby był to ktoś inny Nico przekroiłby do na pół swoim stygijskim mieczem.
- Will – Powiedział Nico słabym głosem, odsuwając niebieskookiego od swojej szyi. – Wiesz nie wiedziałem co o tym myśleć, ale dziś rano byłem pogrążony w myślach. Nie jest to do mnie podobne by mieć przyjaciół czy kogokolwiek biskiego mego serca. Nie mówię o moim rodzeństwie. Will ja też cię kocham i chcę być z tobą. Jest tylko jedno małe „ale” ja mam pięt… znaczy czternaście lat, a ty masz prawie dwadzieścia! – Nico czuł rumieńce na twarzy i nie wstydził się tego. Siedział już na kolanach Will, który się do niego przybliżał coraz bardziej. Gdy był już tak blisko, że Nico mógł poczuć jego świeży miętowy oddech Will odezwał się:
- Zdradzić ci sekret? Nie mam już dziewiętnastu lat, mam szesnaście – Wypowiedziawszy te słowa Will pocałował Nica, a on odwzajemnił pocałunek.


~Jest to mój pierwszy rozdział w sieci ;-; Proszę bez linczów J Czekam na wasze komentarze oraz sugestie~